Fakt, że 1 października weszła w życie tegoroczna nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym z 2005 r. nie rozmywa wątpliwości w zakresie terminu przedawnienia roszczeń o czesne, które pojawiły w wyniku umów zawartych między uczelnią, a studentem przed wejściem w życie zmian. Od 1 października okres ten wynosi trzy lata.


W art. 32 nowela ustanowiła przepis przejściowy, iż do umów o odpłatność za studia – o których mowa w obecnej ustawie – zawartych przed dniem wejścia w życie ostatniej noweli stosuje się tę nową zasadę, czyli trzyletnie przedawnienie. Wątpliwości biorą się z tego, że wcześniej obowiązywały kolejno trzy inne ustawy i nie wiadomo, czy nowa zasada dotyczy także starszych umów i czy wszystkich.

Przeczytaj także: Czy uczelnia może podnieść czesne tuż przed rozpoczęciem nauki?


Różne stanowiska sądów nie rozjaśniły zagadnienia: jedne sprzedaż usługi edukacyjnej traktowały jako umowę-zlecenie i przyjmowały dwuletni okres przedawnienia; inne, że czesne można potraktować jako świadczenie w ramach działalności gospodarczej bądź okresowe świadczenie – i powinno być przedawnienie trzyletnie.


Wydawano wreszcie orzeczenia, na podstawie których nauki studentów jako działalności gospodarczej. Tak podchodząc do sprawy dług przedawniałby się w okresie 10 lat.

Przeczytaj także:


W lipcu SN odroczył wydanie werdyktu ze względu na wspomnianą nowelę, która przyjęła trzyletni termin przedawnienia. W połowie grudnia SN wrócił do sprawy, ale pojawiły się nowe zagadnienia.

Przeczytaj także:


Pełnomocnik kancelarii KGPN, mecenas Mariusz Astasiewicz, który w sprawie przedawnień roszczeń w wyniku braku spłaty czesnego złożył aż 5 zapytań do Sądu Nawyższego, argumentował, że nowela wprowadziła dodatkowe zamieszanie, gdyż nie wiadomo, jak daleko wstecz sięga nowa zasada liczenia przedawnienia. Sugerował, aby SN zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o kontrolę noweli, bo narusza ona zasadę praw nabytych, interesów w toku, wreszcie zasadę równości. Jedni studenci nie muszą bowiem płacić zaległego czesnego, a inni muszą.
Źródło: Rzeczpospolita