Konrad Kuć: Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej przedstawił pomysł centralizacji wypłat stypendiów socjalnych i zapomóg, mający wyciągnąć ten system z uczelni i zlikwidować różnice jakie w ten sposób pojawiały się między studentami reprezentującymi te same warunki życiowe, a studiujących na innych uczelniach. Jak ocenia Pani pomysł przedstawicieli studentów?

Lena Kolarska-Bobińska: Moim zdaniem centralizacja systemu pomocy materialnej dla studentów wcale nie jest najlepszym pomysłem. Myślę, że znacznie lepsze są obecne rozwiązania, gdzie rektorzy uczelni w porozumieniu z samorządem studenckim ustalają szczegółowe kryteria przyznawania stypendiów i zapomóg. To umożliwia lepsze rozpoznanie przez uczelnie i komisje stypendialne indywidualnych potrzeb ich studentów i doktorantów. Proszę też zwrócić uwagę, że dzięki wykorzystaniu materialnej i organizacyjnej infrastruktury uczelni do obsługi tego procesu, możemy zmniejszyć koszty funkcjonowania systemu. A to oznacza większe pieniądze na bezpośrednie wsparcie dla studentów i doktorantów.


W przypadku wprowadzenia centralizacji systemu i powierzenia tych zadań np. jednostkom pomocy społecznej, musielibyśmy przeznaczyć znaczne środki na stworzenie zaplecza administracyjno-biurowego, zatrudnienie pracowników, ich przeszkolenie. System zcentralizowany oznaczałby też ograniczenie wpływu samych studentów przy podejmowaniu decyzji o stypendiach.

Przeczytaj także:


K.K.: Nowy pomysł resortu nauki i szkolnictwa wyższego to skrócenie toku studiów w zamian za przedstawienie udokumentowanego doświadczenia zawodowego. Uważa Pani, że przyniesie to dobry efekt i studenci nie wyjdą z uczelni z brakami teoretycznymi?

L.K-B.: Dziś praktycznie cała zachodnia Europa z powodzeniem stosuje ten model w najrozmaitszych wariantach i ta idea naprawdę się sprawdza. Dziś nikt już na zawsze nie kończy swojej edukacji, dokształcamy i uczymy się przez całe życie. I świetnie! Dłużej jesteśmy aktywni i daje nam to też możliwość zmieniania swoich zawodowych ścieżek. To ważne, ponieważ dziś w Polsce tylko 4% osób po ukończeniu klasycznej edukacji kontynuuje naukę, w Europie ten wskaźnik to 10%. Chcemy udowodnić, że także w niestudenckim wieku można zostać prawdziwym studentem i odnieść z tego realną korzyść w swoim życiu zawodowym.

Przeczytaj także:

K.K.: Wiele się mówi o znaczeniu staży i praktyk zawodowych odbywanych w trakcie studiów. Część środowiska studenckiego jest zdania, że warto byłoby położyć większy nacisk na praktykę, zmniejszając proporcjonalnie ilość wykładanej teorii. Czy nie byłoby to zanadto odejście od podstawowego celu szkolnictwa wyższego jakim jest przekazywanie wiedzy? Jakie jest Pani zdanie?

L.K-B.: Uczelnie powinny umieć dostosowywać się do nowych warunków – niżu demograficznego, zmian na rynku pracy, pojawiania się nowych technologii. Jeśli będą potrafiły to zrobić, wtedy również i ich absolwenci będą umieli wykorzystać wyniesioną wiedzę w istniejących realiach. Kształcenie umiejętności praktycznych, miękkich kompetencji, interdyscyplinarność, uczenie z wykorzystaniem nowoczesnych technologii nie stoi w sprzeczności z celem jakim jest przekazywanie wiedzy. Wręcz przeciwnie, chodzi o to, by tę wiedzę przekazywać w sposób jak najbardziej skuteczny.

Nowoczesne kształcenie studentów powinno być otwarte na zmiany. Chodzi o to, by młodzi ludzie zdobywali na studiach nie tylko wiedzę, ale i kompetencje oraz pierwsze doświadczenia zawodowe.

Mają w tym pomóc obowiązkowe trzymiesięczne praktyki na kierunkach praktycznych. Naszą kampanią „Studiujesz? Praktykuj!” przekonujemy zaś do tego, że wartościowa praktyka to nie tylko ogromna zaleta dla samych studentów, ale też dla pracodawców. Nowe przepisy Prawa o szkolnictwie wyższym dają też możliwość prowadzenia studiów dualnych, pozwalają pracodawcom w większym stopniu wpływać na programy nauczania.

Z kolei uruchomiony niedawno Program Rozwoju Kompetencji oferuje studentom możliwość zdobycia takich kompetencji, jak np. umiejętności komunikacji, współpracy w grupie - bez nich trudno o dobrą karierę zawodową.

Przeczytaj także:


K.K.: Jeszcze niedawno cieszyliśmy się z sukcesu edukacyjnego, jakim była liczba blisko 2 mln studentów na polskich uczelniach. Dziś coraz częściej słyszymy, że to produkcja rzesz bezrobotnych i przyczyna frustracji wśród magistrów, którzy podejmują pracę w sklepach, o ile ją dostaną. Do tego biznes narzeka na niedostosowanie kształcenia do jego potrzeb. Państwo będzie to jakoś regulować, czy poczekamy na działanie rynku?

L.K-B.: Wszystkie działania o których wspomniałam wcześniej, czyli Program Rozwoju Kompetencji , obowiązkowe trzymiesięczne praktyki, ale również monitoring losów absolwentów mają właśnie na celu pomoc w jak najlepszym znalezienie się na rynku pracy. Cały czas staramy się trzymać rękę na pulsie i reagować na nowe pojawiające się wyzwania. Na pewno nie będziemy zdawać się na sam rynek.

Trzeba pamiętać jednak, że niż demograficzny to nie tylko zagrożenia, ale też szansa i wyzwania dla samych uczelni. Szkoły wyższe muszą teraz ze sobą mocniej konkurować: ofertą, ale przede wszystkim jakością.

K.K.: Wiele się ostatnio pisze na temat komercjalizacji badań naukowych. Na czym ma ona polegać? Czy w jakiś sposób dotknie ona aktywnych w tej dziedzinie studentów?

L.K-B.: Przede wszystkim, zarówno biznes, środowiska akademickie, jak i administracja muszą rozumieć, że ich wzajemne uzupełnianie się ma kluczowe znaczenie dla procesu komercjalizacji. Mechanizm współpracy jest prosty i naturalny: polska nauka powinna oferować wynalazki atrakcyjne dla przedsiębiorców, z kolei biznes częściej musi zamawiać na uczelniach rozwiązania konkretnych problemów. Rolą administracji jest przyspieszanie i ułatwianie tej współpracy - rozumianej jako realizowanie projektów od pomysłu do rynku.

Jednym z działań podjętych przez resort nauki było wprowadzenie przepisów o tzw. „uwłaszczeniu naukowców”. Dzięki nim uczelnia i wynalazca będą mogli sami decydować jak komercjalizować wynalazek. A jeśli uczelnia nie będzie zainteresowana współpracą, to naukowiec może nabyć prawa do wyników badań naukowych.

Zabiegamy też o to, aby nauka rozumiana była jako koło zamachowe całej gospodarki. Wymaga to oczywiście odpowiedniego dofinansowania, co silnie akcentowałam podczas prac nad nowym budżetem. Dzięki temu udało się w przyszłym roku znacząco zwiększyć budżet na naukę aż o 690 milionów złotych. W sumie wydatki budżetu państwa na naukę w 2015 rok wyniosą prawie 7,5 mld zł. To ponad 10 proc. więcej niż w tym roku. Dostaliśmy szansę na ważny jakościowy skok. Z pewnością pozwoli to na realizację zapowiedzi rządu i już w 2020 roku wydatki na badania, rozwój i innowacje wyniosą w Polsce 2 proc. PKB.

Przeczytaj także:


K.K.: Była Pani piątkową studentką?

L.K-B: Byłam dobrą studentką, choć stopnie miałam różne. Z przedmiotów, które mnie fascynowały, miałam piątki. Z innych, które nie do końca mi „leżały”, miałam gorsze oceny. Ale od początku byłam bardzo zaangażowana w prace koła naukowego, byłam też w jego zarządzie. Byłam dumna, że udało mi się zaprosić do nas na wykład słynnego amerykańskiego antropologa Oscara Lewis’a, autora książki „Sanchez i jego dzieci”, którego bardzo podziwiałam.

K.K.: Jak Pani Minister ocenia ówczesnych studentów. Dużo się zmienili od czasu Pani studiów?

L.K-B.: Studenci byli podobni – jednych interesowały przedmioty, których się uczyli, inni przez studia chcieli tylko przebrnąć. Była też grupa studentów, którzy od razu myśleli o zawodzie, jaki chcieli później wykonywać. A studia były dla nich uzupełnieniem ogólnej wiedzy. Myślę, że dziś sytuacja jest zbliżona.

Przeczytaj także:

K.K.: Czego chciałaby życzyć Pani minister studentom w niedługo rozpoczynającym się nowym roku?


L.K-B.: Studentom życzę takich zajęć i takich wykładowców, którzy będą budzić w nich zainteresowania, pasje, ciekawość. Życzę im też wartościowych studiów – a więc takich, na których mogą odbyć ciekawe praktyki, zawrzeć długoletnie przyjaźnie, wyjść poza wydeptane drogi i schematy, zaangażować się w różnego typu działalność społeczną i publiczną.

Wywiad przeprowadził Konrad Kuć, redaktor portalu student.LEX.pl